Młodzi nie zabiorą już babci dowodu

05/02/2016 | #list #młodzi

Młodzi nie zabiorą już babci dowodu. Wręcz przeciwnie – za chwilę to babcie będą musiały zabierać dowody młodym. W obawie przed ich radykalnymi poglądami.

Manifestacje KOD-u to największy w ostatnich latach wyraz obywatelskiego sprzeciwu w stosunku do decyzji władz. Nie dziwi zatem, że środowiskom prawicowym trudno jest wytłumaczyć ten fenomen w jakikolwiek logiczny sposób. Ostatnio jednak na tapetę wzięto ludzi młodych, którym zarzuca się, że nie idą razem z KOD-em. Nie idą, bo (rzekomo) zgadzają się z linią PiS-u. Czy tak jest? Nie sądzę.

Ale pewne jest jedno – młodzi i ich opinie zmieniają się szybciej niż kiedykolwiek. I nie są to już młodzi, którzy w 2007 roku zabierali babciom dowody jako sprzeciw przed obciachem PiS-u. Wręcz przeciwnie – za chwilę to babcie będą musiały zabierać dowody młodym. W obawie przed ich radykalnymi poglądami.

W relacjach uczestników manifestacji często pojawia się zdanie, że oni „pamiętają, jak to było walczyć o wolność”, że „dziś czują się podobnie”. Nie ma w tym nic dziwnego. Działania PiS-u w parę tygodni pozbawiły państwo najważniejszych podstaw demokracji – zasady trójpodziału władzy czy niezależnych mediów publicznych. Czy młodym ludziom takie działania nie przeszkadzają? Paradoksalnie – nie muszą. Mamy bowiem w Polsce do czynienia z ogromnym pokoleniowym przełomem. W fazę pełnej dojrzałości wchodzą ludzie, którzy nie pamiętają (bo nawet pamiętać nie mogą) PRL-owskiej szarej rzeczywistości – z kolejkami, bez wolności, a co najważniejsze – z uczuciem ciągłej beznadziei, że cokolwiek może się zmienić. Sam nie pamiętam, bo mam 23 lata. To o 3 mniej niż wolna Polska. Więc – chcąc nie chcąc – jestem częścią tego enfant terrible polskiej wolności. Pokolenia, dla którego demokracja czy europejska wspólnota nie są już dziś niczym szczególnym – są standardem. Fundamentem, który przecież i tak będzie, o który nie trzeba walczyć. Mało tego, ten fundament można poddawać krytyce, można się nim pobawić i próbować (razem z wątpliwej jakości politykami) przechylić w jedną lub drugą stronę – może będzie lepiej?

Przed wyborami 2007 roku nastroje były zupełnie inne. Ledwie 3 lata wcześniej weszliśmy do Unii Europejskiej, a dopiero za kilka miesięcy miały być zlikwidowane kontrole graniczne w związku z przystąpieniem do strefy Schengen. Inne było też młode pokolenie, które urodziło się jeszcze w czasach komunistycznych, które razem ze swoimi rodzicami cieszyło się w 2004 roku z wejścia do europejskiej rodziny. Rok później na arenie tej wspólnej Europy zaczął się PiS-owski obciach. Obciach, któremu właśnie młode pokolenie tak mocno w 2007 roku powiedziało „stop”.

Dziś Unia w wizji młodych to już nie rodzina. Bo co to za rodzina, która narzuca swoje standardy, która każe przyjmować odgórnie określoną ilość uchodźców w trwającym kryzysie migracyjnym? Dziś więc polskie liberum veto, które razem z Węgrami niestety zapewne coraz silniej będzie w Brukseli wykrzykiwane, staje się „trendy”. Unii Europejskiej trzeba pokazać, gdzie jej miejsce. Międzynarodowa opinia? Wspólna, europejska zgoda? To już nie jest dla młodych priorytet. Granic przecież i tak nikt już nam nie zamknie, a unijnych inwestycji nie zburzy, więc na sprzeciwie wobec Brukseli nic nie stracimy. I to jest właśnie myślenie, z którego młodych Polaków trzeba jak najszybciej wyprowadzić.

Lata szybko mijają, a w Polsce chyba wciąż wszystkim wydaje się, że z młodymi jest tak, jak było w 2007. Zmiana złych trendów, którym w ostatnich latach poddali się młodzi Polacy, to ogromne zadanie obecnej opozycji. W październikowych wyborach to właśnie osoby w wieku 18-26 lat wybierały najczęściej tak „obciachowy” do tej pory PiS, bezprogramową partię Pawła Kukiza i Janusza Korwin-Mikkego, który od 20 lat mówi dokładnie to samo, ale o dziwo, dopiero teraz o mały włos przekroczył w wyborach do Sejmu 5-procentowy próg. Tego sygnału nie można ignorować i tłumaczyć błędami młodości czy niedoświadczeniem.

Młodzi ludzie dobrze wiedzą, co robią, a europejskie problemy – jak choćby kryzys migracyjny – doskonale utwierdzają ich w słuszności podejmowanej decyzji. To problem, z którym trzeba walczyć konstruktywnymi zapewnieniami. Jakimi? Przede wszystkim muszą one być konkretne. Muszą pokazywać młodym, że to także od nich zależy dziś wspólna, europejska przyszłość. Że to właśnie ci, którzy najwięcej dziś krzyczą, poza sprzeciwem dla samego sprzeciwu nie mają nic do zaoferowania.

Politycy w Polsce podobnie zresztą jak w całej Europie stoją dziś przed zadaniem ważniejszym niż kiedykolwiek. Muszą udowodnić, że to właśnie siłą demokracji i europejskiej wspólnoty można wygrać z obecnymi wyzwaniami. Inaczej szybko i nadzwyczaj łatwo wyblakną w Polsce i Europie wartości, na które przez lata pracowały całe pokolenia. Radykalizm młodych ludzi stanie się tu gwoździem do trumny. Jeśli tylko nikt nie wyprowadzi ich z przekonania, że skoro i tak nie będzie lepiej, to być może będzie chociaż śmieszniej.